W pierwszych dniach wojny Przemyśl stał się miastem, przez które niemal bez przerwy przetaczały się niezliczone masy uchodźców. Jak wspomina Leon Legeń "Drogi były zatarasowane furmankami z krowami przywiązanymi do wozów.
Tymczasowy most na Sanie *
Most na Sanie
Chodniki zapełniały się pieszymi, którzy cały swój dobytek nieśli na plecach albo pchali na małych, często dwukołowych wózkach. Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się, gdy przez miasto zaczęły przeciągać oddziały wojskowe wycofane z frontu oraz luźne grupy żołnierzy różnych rodzajów broni (...)."
Początkowo próbowano formować uciekających przed wojną ludzi w kolumny i w sposób zorganizowany przeprowadzać przez miasto. Oprócz tego siostry PCK udzielały im niezbędnej pomocy medycznej, a także rozdawały skromne racje żywnościowe. Wkrótce jednak narastająca fala uchodźców, ciągnąca ze sobą cały dobytek, całkowicie zablokowała drogi, uniemożliwiając sprawny przemarsz wycofujących się a także formowanych dopiero oddziałów wojskowych.

Prawdziwym bohaterstwem wykazały się przemyskie harcerki. Niemal natychmiast po rozpoczęciu działań wojennych rozpoczęły one służbę jako sanitariuszki. W mieście powstały dwa punkty sanitarne prowadzone przez harcerki: jeden w szpitalu przy ul. Słowackiego, drugi w zabudowaniach klasztornych sióstr Benedyktynek na Zasaniu. Swoją pomocą służyły m.in. Stefania Rak, Maria Drzewicka, Stefania Bury, Irena Patoczka, Stanisława Chłód i Joanna Bury. Ich pomoc w tamtych dniach była naprawdę nie do przecenienia, gdyż praktycznie przez cały czas do Przemyśla zwożeni byli ranni żołnierze. Jedna z haracerek Joanna Bury tak zapamiętała tamte wydarzenia: "(...) pamiętam taki jeden transport rannych z pola bitwy, który przyjechał od strony Pikulic. Zajechało do szpitala kilkanaście chłopskich wozów drabiniastych, na których leżeli ranni z udzieloną pomocą na polu bitwy. Harcerki nie mogły się nadziwić, jak ci młodzi chłopcy, ranni potrzaskani mogli znieść taką podróż. Przywieźli ich na gołych tzn. bez podściółki wozach drabiniastych zabranych z pola do zwózki zboża."

gen. Kazimierz Fabrycy
gen. Kazimierz Fabrycy
Przemyśl nie był jednak w pierwszych dniach września 1939r. autonomicznym teatrem działań wojennych. Aby zrozumieć rolę Przemyśla oraz decyzje i działania dotyczące jego obrony, należy przedstawić je w szerszym kontekście, na tle działań wojennych obejmujących obronę południowej części Polski.
gen. bryg. Antoni Szylling
gen. bryg. Antoni Szylling
Terytorium państwa polskiego od południa miały bronić dwie armie: operująca bardziej na północ Armia "Kraków" pod dowództwem gen. bryg. Antoniego Szyllinga, oraz operująca wzdłuż południowej granicy Polski Armia "Karpaty", pod dowództwem gen. Kazimierza Fabrycego.

gen. mjr Alfred von Hubicki
gen. mjr Alfred von Hubicki
3 września, po zaciekłych walkach, siłom 2 Dywizji Pancernej gen. por. Valentina Feursteina4 Dywizji Lekkiej gen. mjra Alfreda von Hubickiego, wchodzących w skład niemieckiego 22 Korpusu Pancernego gen. Ewalda von Kleista, udało się rozerwać polską obronę i wbić klinem pomiędzy te dwie armie.

6 września nastąpiło połączenie tego co zostało z Armii "Karpaty" i "Kraków" w Armię "Małopolska" pod dowództwem gen. Fabrycego.
Pod naporem sił niemieckich, obie polskie armie nieustannie wycofywały się na wschód. Objęcie działaniami wojennymi rejonu Przemyśla, było już tylko kwestią kilku, najwyżej kilkunastu dni.

DZIAŁANIA WOJENNE W OKOLICACH PRZEMYŚLA

W trakcie kampanii wrześniowej 1939r., w okolicach Przemyśla działania wojenne prowadziły w sumie 3 duże oddziały:
  • 11 Karpacka Dywizja Piechoty - płk. Bronisława Prugar-Ketlinga
  • 24 Dywizja Piechoty - płk. dypl. Bolesława Krzyżanowskiego a od 9 września płk. Bolesława Schwarzenberg - Czernego
  • 38 Dywizja Piechoty rezerwy - płk. Alojzego Wira-Konasa
skupione, razem z operującą na południe od Przemyśla 3 Brygadą Górską płk. Kotowicza, w związku taktycznym Grupa Operacyjna „Południe”, pod dowództwem gen. Kazimierza Orlik-Łukoskiego. Oddziały te, stoczyły w okolicach Przemyśla kilka dużych bitew i potyczek z siłami niemieckimi. Do największych należą:
  • Bitwa pod Birczą,
  • Bitwa pod Krzywczą,
  • Bitwa pod Boratyczami,
  • Obrona Przemyśla

  • (Zostaną one szczegółowo przedstawione poniżej).

    Największą wartość bojową przedstawiała z pewnością

    11 KARPACKA DYWIZJA PIECHOTY

    płk. Bronisław Prugar-Ketling
    płk. Bronisław Prugar-Ketling
    płk. Bronisława Prugar-Ketlinga, która, wycofując się na wschód, pojawiła się w okolicach Przemyśla (ściślej mówiąc w Bachórcu) już 11 września 1939r. Wówczas to, w rejonie na południowy wschód od Przemyśla, w rejonie Birczy stacjonowały dwie duże dywizje: 24 DP i po drugiej stronie Sanu w rejonie Bachórca - 11 KDP.
    Plan ataku
    na północne skrzydło niemieckiej 2DG
    Planowany atak 11 KDP
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ!
    Takie rozmieszczenie polskich dywizji, umożliwiało w ocenie sztabowców, przeprowadzenie uderzenia siłami 11 KDP na odsłonięte północne skrzydło wojsk niemieckich i zadanie im dużych strat. Aby tego dokonać, siły 24 DP powinny obsadzić stanowiska obronnie w górzystym i łatwym do obrony rejonie na wschód od Birczy i związać walką w tym rejonie atakujące od zachodu siły niemieckiej 2 DG. W tym czasie, siły 11 KDP mogłyby zaatakować nieprzyjaciela od północy. Plan ten został zaakceptowany przez gen. Łukoskiego. Zgodnie z nim, część sił 24 DP utworzyło linię obrony w rejonie lasów Boguszówki, Krępaka, Korzeńca i Łodzinki. Rejon ten miał być broniony do czasu przesunięcia w nocy z 11/12 września sił 11 KDP z rejonu Bachórca do rejonu Nienadowej, które po przekroczeniu Sanu w okolicy wioski Iskań około południa 12 września, po linii Iskań-Brzuska-Sufczyna, miały uderzyć na odsłonięte północne skrzydło nieprzyjaciela, po obu stronach doliny rzeki Stupnica, na odcinku Stara Bircza - Korzeniec - Boguszówka. Wskutek braku łączności pomiędzy sztabem gen. Sosnkowskiego a dowództwem 11 KDP i 24 DP, ogólnego zamieszania, oraz sprzecznych rozkazów, rozpoczęte natarcie oddziałów 11 KDP zostało wstrzymane, zaś 24 DP otrzymała rozkaz obrony zajętych pozycji na wschód od Birczy przez cały dzień 12 września, a następnie wycofania się do rejonu Niżankowic. Jednak z powodu kłopotów z łącznością, rozkaz ten dotarł do 24 DP z dużym opóźnieniem.

    Po wstrzymaniu natarcia przez 11 KDP i wycofaniu jej czołowych oddziałów za San, cofnęła się ona w rejon Babic, zostawiając trzy bataliony osłonowe artylerii, które ostrzeliwały Niemców zbliżających się od zachodu do Dubiecka i Nienadowej. W nocy z 12/13 września, płk. Bronisław Prugar-Ketling dokonał przegrupowania podległych mu oddziałów i wycofał się na wzgórza, na wschód od Krzywczy, przygotowując się do obrony i odparcia niemieckiego ataku.
    Poniższy plan przedstawia ukształtowanie linii obrony, oraz rozmieszczenie oddziałów 11 KDP w dniu 13 września.
    Bitwa pod Krzywczą
    Bitwa pod Krzywczą
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ!

    1 - południowy pododcinek obrony, obsadzony na lewym skrzydle przez 2 batalion mjra Byszewskiego, oraz 3 batalion ppłka Głowackiego na prawym skrzydle. Wsparcie ogniowe tego odcinka zapewniał 2 dywizjon 11 pal mjra Lorenza i pluton artylerii piechoty 48 pp por. Antoniego Makowskiego.
    2 - północny pododcinek obrony, obsadzony przez dwa bataliony 53 pp płka dypl. Kocura, wsparty dodatkowo baterią 11 pal oraz plutonem artylerii piechoty 53 pp por. Adolfa Woski. W odwodzie tego pododcinka pozostał 2 batalion mjra Młyńskiego.
    3 - ośrodek centralnego oporu.
    4 - rozmieszczenie odwodów dywizji, które stanowiły: dwa bataliony 49 pp ppłka dypl. Hodały. Do dyspozycji dowódcy artylerii dywizyjnej pozostawała również artyleria ogólnego działania, złożona z 3 dywizjonu 11 pal mjra Ostrowicza oraz 3 baterii 60 dac kpt. Ludwika Skorskiego.
    5 - dowództwo dywizji
    6 - tabory i kwatera główna
    7 - Punkt obserwacyjny
    BÓJ POD KRZYWCZĄ

    Atak niemieckiej 7 DG, po uprzednim ostrzale artyleryjskim polskich pozycji obronnych, rozpoczął się 13 września ok. godz. 14.00. Ale oddajmy może w tym miejscu głos dowódcy 11 KDP płk. Prugar-Ketlingowi, który w swoich wspomnieniach tak przedstawia przebieg bitwy:
    dowódca 7DG
    gen. Eugen Ott **
    dowódca 7DG gen. Eugen Ott
    "Około godz. 14.00 wyrusza niemieckie natarcie wzdłuż szosy oraz grzbietami i stokami wzgórz, leżącymi od niej na północ. Część piechoty z kilkoma wozami pancernymi posuwa się otwartą doliną nad Sanem. Artyleria nasza bije po tyralierach, rojach i kolumienkach - aż gorąco się robi na widok gęstych i celnych fontann wytryskujących wśród Niemców.(...) Łańcuchy tyralierskie rzedną, kolumienki kruszą się, roje znikają, ruch słabnie, aż wreszcie zupełnie zamiera na przedpolu Krzywczy, w której dotąd tkwi jeszcze nasza czata. (...) Nie minęły nawet dwie godziny, gdy na froncie zawrzała znowu ostra walka. Dochodzą meldunki o wznowieniu przez Niemców natarcia. Główny wysiłek daje się zauważyć obecnie wzdłuż Sanu na nasze lewe skrzydło. Od tyłu dochodzą coraz to świeższe i coraz poważniejsze siły. Wzmocniona również została artyleria przeciwnika, która daje się nam mocno we znaki. Ciężkie jej pociski czynią w obrońcach, leżących na zachodnich stokach wzgórz, bardzo gęste wyrwy. (...) Wróg parł z początku całą siłą i energią nie licząc się ze stratami. Przekonany jednak, że bronimy się uparcie i ogień twardo wytrzymujemy, miękł, tempo ruchu zwalniał, coraz rzadziej do skoku się podrywał, aż przywarł mocno do ziemi. Za to na południowej flance, dzięki przybyciu nowych sił z południowego brzegu Sanu, sytuacja pogorszyła się znacznie, a nawet w pewnych momentach stała się krytyczna. (...) Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy od mjr. Lorenza, dowódcy dyonu lewoskrzydłowego, otrzymałem wiadomość, że skrajna jego bateria, stojąca pod laskiem o 500 m od Sanu, znalazła się w groźnym niebezpieczeństwie. Niemcy przeszli San poza skrzydłem własnej piechoty i zbliżali się do jej stanowisk. Bateria broni się sama strzałami bezpośrednimi i własnymi karabinami maszynowymi, lecz długo nie wytrzyma, pomoc natychmiastowa jest sprawą gwałtowną. Ostatnia kompania z odwodu 48. pp ruszyła do przeciwnatarcia. Na zagrożony odcinek skierowałem jeden baon 49. pp. Zapadał już zmierzch, gdy doszło do starcia wręcz między nacierającymi Niemcami a przeciwuderzającą kompanią polską. Skutek był nadzwyczajny. Niemcy usłyszawszy z bliskiej odległości okrzyk „hurra" i spostrzegłszy z dużym impetem idących na nich Polaków, nie wytrzymali lubianego przez nas uderzenia na bagnety, zachwiali się z miejsca i poczęli szybko ustępować. Ścigano ich przez pewien czas, a potem ogniem piechoty i artylerii niszczono, dopóki nie znikli z oczu po drugiej stronie Sanu. Sytuacja, groźnie zapowiadająca się przed godziną, została uratowana dzięki wybitnej dzielności jednej tylko kompanii odwodu."
    Warto tylko dodać, że ta "dzielna kompania odwodu" to 7 kompania 48 pp kpt. Józefa Jossego.
    W sumie, w boju pod Krzywczą zginęło 26 polskich żołnierzy. Straty Niemców nie są dokładnie znane, ale można z całą pewnością powiedzieć, że były znacznie większe niż polskie. Na pamiątkę tamtej bitwy, na wzgórzu nad Krzywczą, po wojnie wzniesiono wysoki na kilkanaście metrów krzyż ze stalowych kratownic.
    Po odparciu niemieckiego natarcia, płk. Prugar-Ketling wydał rozkaz niezwłocznego wycofania się dywizji w kierunku Przemyśla. Ponieważ nie było łączności ani z Dowódcą Frontu Południowego gen. Sosnkowskim, ani z dowództwem obrony Przemyśla, płk. Prugar-Ketling wysłał do Przemyśla kompanię kolarzy w celu nawiązania łączności z dowództwem obrony miasta, poinformowania go o położeniu 11 KDP i zabezpieczenia mostu drogowego na Sanie. Było to tym ważniejsze, że w czasie odwrotu 11 KDP, leżący po drugiej stronie Sanu Krasiczyn, był już zajęty przez Niemców. W Łętowni kompania została jednak ostrzelana przez niemiecki oddział 9 pułku kawalerii zmotoryzowanej z 45 DP, skierowany tutaj z rejonu Jarosławia dla odcięcia 11 KDP drogi odwrotu. Por. Buryło wysłał niezwłocznie meldunek do dowódcy 11 KDP o tym zdarzeniu. Sprawą najwyższej wagi w tej chwili było unieszkodliwienie niemieckiego oddziału oraz otwarcie drogi do Przemyśla. Tak

    BÓJ POD ŁĘTOWNIĄ

    Opisał w swoich wspomnieniach płk. Prugar-Ketling: "Podjechałem ku przodowi, by się szybciej i dokładniej zorientować. Zatrzymano mnie przy straży przedniej meldując, że wieś Łętownią opanowana jest przez Niemców, a sąsiadujące z nią wzgórza obsadzone przez ich piechotę. Jak silna jest ta obsada i gdzie są jej skrzydła - nie zdołano jeszcze ustalić. Stwierdzono jedynie dwa gniazda karabinów maszynowych na wzgórzu tuż przy szosie, oraz jedną baterię armatek przy południowym wyjściu ze wsi. Wiadomości te nie dawały jeszcze pełnych podstaw do właściwej oceny położenia i powzięcia odpowiedniej decyzji, ale i tak na głębsze zastanawianie się i szczegółowe rozpoznanie ugrupowania nieprzyjaciela nie było czasu. W nocy wygrywa nie ten, kto jest silniejszy lub lepiej uzbrojony, ale ten kto jest odważniejszy, zuchwalszy i w działaniu szybszy.
    Bój pod Łętownią
    Bój pod Łętownią
    Nie czekając na dodatkowe wiadomości, poleciłem ppłk. Hodale dowódcy 49. pp rozwinąć natychmiast czołowy baon w zwarte tyraliery i dość gęste kolumienki na lewo od szosy; wyciągnąć do przodu przed piechotę dwa działa artylerii lekkiej i po otwarciu przez nie ognia, celowanego na błyski karabinów maszynowych - uderzyć wprost przed siebie, kierując główny wysiłek na wieś. Ppłk Hodała wydał z miejsca rozkazy i za chwilę widać było w słabej poświacie księżyca, jak z ciemniejącej masy odrywały się poszczególne grupy prowadzone przez dzielnych i rzutkich dowódców i w ciszy znikały w mroku nocy. (...) Posuwaliśmy się naprzód, ale wolno i ostrożnie. Ledwie minęliśmy mały zakręt drogi, gdy w odległości 300 m odezwały się znowu nieprzyjacielskie karabiny. Strzelały krótkimi seriami wzdłuż kierunków ustalonych prawdopodobnie za dnia. (...) Dwie armatki umieszczone wyżej w lewo, gdzieś za wzgórzem lub za domem, bo błysków nie było widać, słały serię świetlnych pocisków w poprzek drogi (...). Całe przedpole na szerokości 100 m od stanowisk nieprzyjaciela oświetlone było stale rakietami. Niemcy byli widocznie zaniepokojeni ruchem, ale mało jeszcze o nas wiedzieli, gdyż pełnego ognia ze wszystkich broni nie otwierali. Dopiero gdy padły pierwsze strzały z wysuniętych armat i gdy, na ich skutek, zamilkł jeden z przydrożnych niemieckich karabinów maszynowych, powstała gwałtowna i bardzo nerwowa strzelanina na całym froncie. Nie trwało to jednak długo. Baon mjr. Stecewicza, który w międzyczasie zdołał się rozwinąć i podejść pod Łętownię na odległość szturmową, uderzył znienacka na bagnety i po krótkim boju opanował wieś, wyrzucając z niej Niemców i zdobywając sporo sprzętu oraz materiału wojennego. Zupełnie podobna scena rozegrała się przy szosie. Działa artylerii, nie mogąc z pierwszego stanowiska zwalczyć umieszczonych na wzgórzu obok wsi karabinów maszynowych musiały być podsunięte bardziej do przodu; stąd dopiero mogły skutecznie obezwładnić te najniebezpieczniejsze źródła ogniowe. W ten sposób, dzięki wydatnej pomocy artylerii, mógł być wykonany szturm przeprowadzony brawurowo przez 8. kompanię bez żadnych prawie strat."


    Niemal natychmiast, oddziały 11 KDP ruszyły w kierunku Przemyśla i ok. północy z 13/14 września wkroczyły do miasta od strony ul. Grunwaldzkiej.
    Wkraczająca do miasta dywizja, liczyła w sumie ok. 3500 żołnierzy (3 pułki piechoty po 2 bataliony, 2 dywizjony artylerii lekkiej i 1 bateria ciężka). Taka masa żołnierzy, wraz z całym taborem, dosłownie zablokowała miasto. Jak wspomina sam płk. Prugar-Ketling, podczas, gdy czołowe oddziały były już wysunięte na wschodnie peryferie miasta - pod Bakończyce, "dywizja nie weszła jeszcze w całości do miasta. Rynek przepełniony był artylerią, ulice Franciszkańska i Mickiewicza oddziałami 49. pp, 53. ppl wchodził w tym czasie na ulicę Kazimierzowską, a 48. pp z dyonem artylerii był jeszcze gdzieś daleko poza miastem".
    Mieszkający w Rynku syn wiceprezydenta Przemyśla - Przemysław Bystrzycki wspomina - "za oknem szumiało, huczało. Z rana Rynek wypełnił się wojskiem. Kręcili się oficerowie. Taczanki kaemów, hełmy, plecaki. Piechota, piechota. Karabinów nie składano z braku miejsca.(…) Odchodzili na wschód. Szli do bitwy. W mieści – co wyszło na jaw – bawił generał Kazimierz Sosnkowski (…). Obradowano w kasynie garnizonowym przy Grodzkiej. (…) Nazajutrz Rynek znów świecił pustką."
    Kasyno Garnizonowe przy ul. Grodzkiej 8
    Garnizonowy Klub Oficerski
    Podczas spotkania płk. Prugar-Ketlinga z dowódcą Frontu Południowego gen. Sosnkowskim, odbytego w sali rycerskiej wspomnianego kasyna garnizonowego, dokonano bilansu sił, jakimi dysponuje gen. Sosnkowski. Wnioski z tego bilansu były jednak bardzo przygnębiające. "Razem tedy siły armii gen. Sosnkowskiego (w sumie 11 KDP, 24 DP i 38 DPrez) nie przekraczały 10-12 tys. piechoty bardzo zmęczonej i zużytej oraz 4—5 dyonów artylerii również mocno sfatygowanej." Ponadto brakowało wszystkiego: amunicji, żywności, map, sprzętu łączności, samolotów rozpoznawczych, artylerii przeciwlotniczej. Wszystkiego! Linia obrony na Sanie dawno już została przez Niemców przełamana.
    Po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu zapasów żywności, o świcie 14 września 11 KDP ruszyła w kierunku Medyki. Artyleria dywizyjna pobrała amunicję z pociągu wycofanego z Przemyśla, na stacji Szechynie. Wieczorem 14 września, po całodziennym marszu oraz licznych nalotach nieprzyjaciela, odziały 11 KDP były rozciągnięte na przestrzeni kilkunastu kilometrów, od Medyki do miejscowości Hodynie. Stoczyły również kilka zwycięskich potyczek z niemieckimi podjazdami pancernym i zmotoryzowanym pod Medyką. O północy z 14/15 września oddziały 11 KDP rozpoczęły marsz na wschód w kierunku Sądowej Wiszni, a następnie w kierunku Lwowa, gdzie pod Mużyłowicami Narodowymi i Kolonią, rozgromił niemiecki pułk zmotoryzowany SS "Germania".

    Drugą dużą jednostką operującą w okolicach Przemyśla, była wspomniana już

    24 DYWIZJA PIECHOTY

    płk Bolesław Krzyżanowski
    dowódca 24 DP
    płk Bolesław Krzyżanowski
    która rozpoczęła boje z Niemcami pod Tarnowem i Tuchowem 4 września 1939r. Jej czołowe oddziały, wycofując się na wschód, przekroczyły San w rejonie miejscowości Dylągowa 9 września i utworzyły na prawym brzegu rzeki kilkukilometrowy odcinek obronny. Odwrót 24 DP miał jednak charakter niezorganizowany, można by powiedzieć nawet, że chaotyczny. Dodatkowo, oddziały dywizyjne atakowane przez siły niemieckie rozpierzchały się, co powodowało poważne trudności z koncentracją oddziałów i zorganizowaniu linii obrony.
    płk Bolesław Schwarzenberg-Czerny
    od 9 września dowódca 24 DP
    płk Bolesław Schwarzenberg-Czerny
    Późnym popołudniem 10 września silne natarcie niemieckiej 2 Dywizji Górskiej przełamało polską obronę na Sanie w rejonie Ulucza 2 batalionu 1 pp KOP „Karpaty”, który został rozbity. Niemcy błyskawicznie zajęli wzgórza na południe od Jawornika Ruskiego, skąd ostrzeliwali wycofujące się w kierunku Birczy oddziały 24 DP. Kontratak na niemieckie pozycje przypuściła 8 kompania 1 psp kpt. Świerczewskiego, która powstrzymała dalszy marsz nieprzyjaciela. Tymczasem przez San w rejonie Wary przeprawiały się kolejne oddziały 24 DP - 39 pp, 17 pp, 1 psp, oraz resztki batalionu KOP „Żytyń”. Bardziej na południe, San przekraczały poszczególne bataliony ze 155 pp. ppłk Kwapniewskiego. Nad ranem 10 września dowództwo 24 DP przybyło do Posady Rybotyckiej, gdzie otrzymało rozkaz przesunięcia oddziałów do Niżankowic.
    Przełamanie przez Niemców linii Sanu w rejonie Ulucza
    Przełamanie linii Sanu
    Ponieważ lotnictwo niemieckie na tym obszarze było bardzo aktywne, a także z powodu konieczności skoncentrowania rozciągniętych oddziałów, dowódca 24 DP płk Schwarzenberg-Czerny podjął decyzję, o rozpoczęciu marszu dopiero o zmierzchu. Wycofując się, chciano urządzić nowe odcinki obrony na skraju lasu na wschód od Birczy. Po wycofaniu się oddziałów 24 DP na pozycje obronne, wieczorem 11 września, oddziały niemieckiej 2 DG zajęły Birczę i próbowały atakować wzdłuż szosy Bircza - Przemyśl. Atak ten jednak został odparty, a dowodzący nim oficer niemiecki dostał się do niewoli. Niestety, większość oddziałów 24 DP nie dotarła jeszcze nawet do Birczy, wycofując się i tocząc zacięte boje pod Jawornikiem Ruskim. Ostrzeliwane celnym ogniem karabinów maszynowych i artylerii, obchodząc Birczę od północy, przez Kotów i Sufczynę, większość oddziałów dotarła do stanowisk obronnych 24 DP dopiero 12 września. Wskutek braku łączności pomiędzy sztabem gen. Sosnkowskiego a dowództwem 11 KDP i 24 DP, ogólnego zamieszania, oraz sprzecznych rozkazów, rozpoczęte natarcie oddziałów 11 KDP zostało wstrzymane, zaś 24 DP otrzymała rozkaz obrony zajętych pozycji na wschód od Birczy przez cały dzień 12 września, a następnie wycofania się do rejonu Niżankowic. Jednak z powodu kłopotów z łącznością, rozkaz ten dotarł do 24 DP z dużym opóźnieniem. Wobec braku informacji o zmianie planów, 24 DP przygotowywała się do obrony zajętych pozycji, oraz kontrataku 11 KDP.

    Rozmieszczenie sił 24 DP oraz kierunek ataków niemieckiej 2 DG przedstawia poniższy plan.

    Bitwa pod Birczą
    Bitwa pod Birczą
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ!
    1 - Północne skrzydło obrony, zamykające szosę w kierunku Przemyśla. Obronę tego skrzydła organizował słaby 1 psp mjra Serafiniuka w składzie: 2 batalion 1 psp kpt. Dietricha (kompanie: kpt. Włodzimierza Winiarskiego i ppor. Kazimierza Pagacza) i 3 batalion 1 psp kpt. Świerczewskiego (kompanie piechoty: 7 - kpt. Mieczysława Białkowskiego, 8 - por. Bronisława Humennego, 9 - Kazimierza Biela i 3 kompania km kpt. Józefa Kanikuły), oraz resztki batalionu ON "Nowy Sącz" kpt. Jelenia.
    2 - Południowe skrzydło obrony, opierające się o wzg. 500 (na południowy wschód od Łodzinki Górnej), zajmował słaby 1 batalion "Skole" z 1 pp KOP "Karpaty" mjra Dembowskiego. Odcinek środkowy i południowy, a prawdopodobnie też i północny, był podporządkowany dowódcy 1 pp KOP "Karpaty" - ppłkowi Ziętkiewiczowi.
    3 - wzgórze "Krępak" - miejsce postoju dowódcy północnego skrzydła obronnego mjra Serafiniuka.
    4 - Łodzinka Dolna - Miejsce stacjonowania dowódcy 1 pp KOP "Karpaty" - ppłk Ziętkiewicza.
    5 - stanowiska ogniowe większej części artylerii dywizyjnej 24 DP
    6 - stanowiska ogniowe baterii 24 dac i 2 baterii 60 dac, pod dowództwem mjra Rogoża.

    BITWA POD BIRCZĄ

    Od rana 12 września, po silnym ostrzale artyleryjskim, siły niemieckiej 2 DG atakowały oddziały 24 DP ulokowane na stanowiskach obronnych w rejonie na wschód od Birczy. Po zaciętej walce, Niemcom udało się zająć wieś Łodzinkę Górną. Przesunięty z Krępaku na wzg. 262 koło Łodzinki Dolnej odwodowy 3 batalion 1 psp kpt. Świerczewskiego, przy wsparciu artyleryjskim 2 baterii 60 dac kpt. Uznańskiego,dwóch baterii 24 dac i baterii 24 pal, wykonał brawurowy kontratak na wzg. 482, natomiast na Łodzinkę Górną uderzyła 8 kompania por. Humennego. Plutony ppor. Ryszarda Oleksika, ppor. Zbigniewa Stadnickiego i ppor. Juliana Malickiego dołączyły samorzutnie do kontrataku 8 kompanii por. Humennego. W kierunku wzgórza 482 ruszyła również kompania kpt. Białkowskiego, wzmocniona plutonem km i dwoma działkami ppanc. Do uderzenia tego dołączyły też resztki batalionu ON "Nowy Sącz" kpt. Jelenia. Pomimo silnego ostrzału niemieckiej artylerii polski kontratak wyparł Niemców z Łodzinki Górnej Zdobyto ponadto dwa działka ppanc i kilka cekaemów. Nie udało się jednak wyprzeć Niemców ze wzg. 482. Siłami dwóch batalionów: 1 batalionu 17 pp mjra Weisbacha, oraz prawdopodobnie batalionu mjra Bóhma, Polacy zamierzali oskrzydlić wzgórze 482. Operacja ta doprowadziła do krwawych walk, w których poległo kilkudziesięciu żołnierzy i oficerów.

    Po przeprowadzeniu bombardowania oraz ostrzale polskich pozycji, po południu 12 września, niemiecka 2 DG wznowiła natarcie na południowe skrzydło obrony. Pod silnym naporem Niemców, Polacy poczęli wycofywać się z zajmowanych pozycji. Tymczasem Niemcy atakowali na południe od pozycji zajmowanych przez polskie oddziały, co groziło odcięciem jednostek artyleryjskich od oddziałów piechoty. Aby temu zapobiec, ok. godz. 16.00 dowódca 24 DP zarządził przesunięcie artylerii do Rybotycz, a lewego skrzydła zgrupowania ppłka Ziętkiewicza, na wysokość Cisowej. Prawoskrzydłowy 1 psp, resztki batalionu ON "Nowy Sącz" i część 39 pp, miały natomiast przygotować się do wsparcia oczekiwanego przeciwnatarcia 11 KDP. Sztab dywizji przeniósł się do Krzeczkowej.

    Wieczorem 12 września, z dowództwa GO "Południe" został dostarczony rozkaz do wycofania dywizji w kierunku Przemyśla. Wykrwawione całodzienną walką zgrupowanie ppłka Ziętkiewicza zostało wycofane na linię Olszany - Rokszyce, a zbierający się 39 pp odesłano jako odwód do Kruhela Wielkiego. Artylerię, pod dowództwem dowódcy artylerii dywizyjnej 24 DP - ppłka Władysława Kaliszka, skierowano natomiast przez Rybotycze, Huwniki i Sierakośce do Niżankowic. Następnie dowództwo dywizji przeniosło się do Prałkowiec.

    O świcie 13 września większość oddziałów 24 DP dotarło do wyznaczonych rejonów. Część 155 pp w nocy z 12 na 13 września wycofała się do lasu na wschód od Medyki, gdzie zbierał się cały pułk. Również resztki batalionu KOP "Żytyń" mjra Kraszkiewicza przemieszczały się w drobnych grupach wzdłuż Sanu w kierunku Przemyśla, który osiągnęły 13 września.
    W sumie oddziały 24 DP były rozproszone na dosyć dużym obszarze, jednak nie było czasu na przeprowadzenie koncentracji i niezbędnej reorganizacji. W nocy z 13/14 września, 24 DP, a właściwie to, co z niej zostało, miała przemaszerować do rejonu Tyszkowic, gdzie dotarła rano 14 września. Przed południem 14 września 24 DP zebrała się w wyznaczonym rejonie: Tyszkowice - Boratycze - Chodnowice - Popowice. Do dywizji dołączały "zagubione" po operacji wycofywania się spod Birczy oddziały. Dowództwo dywizji stanęło we dworze w Tyszkowicach, gdzie zgrupowała się również wycofana z rejonu Niżankowic artyleria dywizyjna, zaś w rejonie Husakowa - reszta batalionu KOP "Żytyń". Pozostałe oddziały zostały skierowane w rejon wiosek Popowice i Chodnowice.

    BITWA POD BORATYCZAMI

    Bitwa pod Boratyczami
    Bitwa pod Boratyczami
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ!
    Niemal natychmiast po ich przybyciu, Boratycze zostały ostrzelane ogniem artyleryjskim a następnie rozpoczęło się natarcie 111 oddziału rozpoznawczego i 3 batalionu 137 psg z niemieckiej 2 DG. Nad wioską pojawiły się też niemieckie samoloty, bombardujące i ostrzeliwujące polskich żołnierzy z broni maszynowej. Zapalone zostały bombami zabudowania w Husakowie, a kilka pocisków artyleryjskich trafiło w dwór w Tyszkowicach. Atakujący Niemcy zostali "przywitani" ogniem polskiej artylerii. Udany kontratak przypuścił również 155 pp ppłka Kwapniewskiego. Do walki wchodziły kolejne oddziały, zarówno polskie jak i niemieckie. W lesie, na południe od Boratycz, trwał zacięty bój, w wyniku którego, część sił niemieckich, z dowódcą niemieckiego 137 psg - płk Ernstem Schlemmerem, odcięty od reszty sił dywizji, znalazł się w poważnych opałach. Kontratak przypuściły również resztki bataliony KOP "Żytyń", biorąc przy tym jeńców i zdobywając karabiny maszynowe.
    Utworzona naprędce kompania piechoty pod dowództwem kpt. Edmunda Kwiatkowskiego, zaatakowała obsadzony przez Niemców las. Straty po obu stronach były bardzo wysokie. Wieczorem 14 września, dowódca dywizji otrzymał rozkaz wymarszu na wschód. Niemal natychmiast, zmęczona i wykrwawiona dywizja wyruszyła przez płonący Husaków do rejonu Zawadów-Stojańce-Lipniki. Nazajutrz dywizja otrzymała nowy rozkaz - przesunięcia się do rejonu Chorośnicy, za 11 KDP, po czym wycofała się dalej na wschód.

    Trzecim dużym zgrupowaniem, operującym w okolicy Przemyśla w pierwszych dniach września 1939r. była
    38 DYWIZJA PIECHOTY

    płk Alojzy Wir-Konas
    Dowódca 38 DP
    płk Alojzy Wir-Konas
    która była dywizją rezerwową i stanowić miała odwód dla Armii "Małopolska". Koncentracja oddziałów tej dywizji miała zostać przeprowadzona w pobliżu Przemyśla. 7 września przybyły ze Lwowa do Przemyśla pierwsze transporty odwodowej 38 DPrez płk Alojzego Wira-Konasa. Były to dwa bataliony 98 pp: 1 batalion mjra Stanisława Marka i 2 batalion ppłka Jana Lachowicza. Po wyładowaniu wyruszyły do miejsca koncentracji w Dobromilu (ok. 30 km na południe od Przemyśla). Resztę transportów, z powodu zbombardowania torów kolejowych, cofnięto do Lwowa i przerzucono na linię Sambor-Chyrów, co umożliwiło dostarczenie oddziałów na miejsce koncentracji.
    9 września, większość oddziałów była już na miejscu koncentracji. W nocy z 9/10 września oddziały 38 DPrez przemaszerowały z rejonu Dobromila do rejonu Niżankowic. Rano 10 września z dowództwa armii nadszedł rozkaz przemarszu oddziałów na wschód, na linię Husaków-Miżyniec. Dodatkowo, dywizja została wzmocniona dwoma dywizjonami artylerii, które przymusowo wyładowały się koło Medyki. Podczas marszu, oddziały 38 DPrez zostały zbombardowane, co spowodowało opóźnienia i dopiero ok. północy z 10/11 września oddziały dotarły na nowe miejsca postoju. Wieczorem 11 września, kompletna już dywizja przemieszczała się do wschodniej części lasów w pobliżu Medyki, gdzie dotarła przed świtem 12 września. Już wieczorem tego samego dnia, ruszyła w kierunku Dobromila, by następnie zmienić kierunek marszu na Mościska i dalej na wschód w rejon Sądowej Wiszni. O świcie 13 września dywizja dotarła do Mościsk, gdzie spędziła cały dzień, nie nękana przez wroga. Wieczorem rozpoczęła natomiast marsz w kierunku Sądowej Wiszni, gdzie dotarła ok. północy. Sądowa Wisznia zajęta została już wcześniej przez oddziały zmotoryzowane SS "Germania". Uderzenie siłami dwóch batalionów i jednego dywizjonu artylerii, wyparło Niemców z miasta. 38 DPrez, podobnie jak pozostałe oddziały, ruszyła w kierunku Lwowa.

    Oprócz dowództwa poszczególnych dywizji walczących na południu Polski, w celu koordynacji ich działań, na wyższym szczeblu dowodzenia zostały stworzone dodatkowe związki operacyjnie i struktury dowódcze:
    • Grupa Operacyjna "Południe" - gen. Kazimierza Orlik-Łukoskiego, obejmująca 11 KDP, 24 DP, 38DPrez i 3BG.
    • Armia "Karpaty" i Armia "Kraków" a od 6 września Armia "Małopolska" - gen. Kazimierza Fabrycego;
    • Front Południowy - gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który został utworzony 10 września, zaś w jego skład (przynajmniej teoretycznie) weszły pozostałości Armii "Kraków" i Armii "Karpaty", - skupione w Amii "Małopolska", oraz wszystkie wojska zorganizowane na terenie Małopolski Wschodniej. Zadaniem frontu było jak najdłuższe utrzymanie linii Sanu i osłona Lwowa.
    W pierwszych dniach września, Przemyśl był miejscem krótszych lub dłuższych postojów dowódców wszystkich wspomnianych wyżej struktur.

    Fort I Salis Soglio w Siedliskach
    gdzie w dniach 8-10 września 1939r. urzędował sztab Armii "Małopolska"
    Fort Siedliska
    Dowództwo Armii "Małopolska", przybyło z Dynowa do Przemyśla 8 września. Po krótkim odpoczynku przeniesiono się z bezzwłocznie do Siedlisk k. Medyki, gdzie w poaustriackim forcie Salis Soglio urządzono siedzibę sztabu. Sztabowcy zajęli się opracowywaniem improwizowanej obrony linii rzeki San. Gen. Jan Chmurowicz otrzymał natomiast wytyczne do zorganizowania obrony miasta Przemyśla, w której miała wziąć udział kompania podchorążych piechoty, kompania Szkoły Podoficerów Piechoty dla Małoletnich nr 3 z Niska, oraz jednostki piechoty, artylerii i saperów zmobilizowane w Przemyślu, które nie mogły już wyjechać z miasta i dotrzeć do wyznaczonych rejonów koncentracji. Brano również pod uwagę wzmocnienie obrony Przemyśla poszczególnymi oddziałami wycofującej się 11 KDP i 24 DP, jednak uznano, że jednostki te będą bardziej potrzebne przy obronie Lwowa. W rezultacie, na wschód wycofano nawet część oddziałów, które pierwotnie miały zostać użyte do obrony Przemyśla.

    9 września wieczorem przybył do Przemyśla również gen. Kazimierz Sosnkowski, któremu towarzyszyli: ppłk dypl. Franciszek Demel, ppłk dypl. Kazimierz Wiśniowski i gen. broni w st. spocz. Lucjan Żeligowski. Po południu 10 września dowódca Armii "Małopolska" gen. Fabrycy przeniósł się z Siedlisk do Lwowa. Wieczorem tego samego dnia, to samo uczynił sztab armii oraz gen. Sosnkowski.

    W nocy z 9/10 września, do zamku w Krasiczynie przeniosło się dowództwo GO "Południe". Około południa 11 września zostało przeniesione do Niżankowic, jednak wobec zagrożenia ze strony oddziałów zmotoryzowanych niemieckiej 1 DG, które po południu podeszły pod tę miejscowość, dowództwo GO wróciło ok. godz 19 tego samego dnia do Krasiczyna.

    gen. Kazimierz Sosnkowski
    gen. Sosnkowski
    12 września po południu, dowódca Frontu Południowego gen. Sosnkowski zdecydował, że głównym zadaniem wszystkich sił skupionych na południowym odcinku frontu, będzie obrona Lwowa, ale przede wszystkim odtworzenie frontu na linii Dniestr - Lwów - górny Bug.
    płk dypl. Stanisław Maczek
    płk dypl. Stanisław Maczek
    I to temu zadaniu należało podporządkować działania wszystkich dywizji, wycofujących się na wschód. Chodziło tutaj głównie o 24 DP, 11 KDP i 38 DPrez, a także 10 Brygadę Kawalerii Zmotoryzowanej płk. dypl. Stanisława Maczka.
    Chcąc osobiście pokierować organizacją marszu na wschód cofających się jednostek, 13 września gen. Sosnkowski wraz z oficerami sztabowymi: płk dypl. Morawskim, ppłk dypl. Wiśniowskim i ppłk dypl. Demlem przyleciał do Hureczka, skąd autobusem udał się do Przemyśla.
    Prowizoryczne stanowisko dowodzenia Frontem Południowym urządzono w kasynie garnizonowym przy ul. Grodzkiej, gdzie już mieściło się stanowisko dowodzenia gen. Chmurowicza. Następnie gen. Sosnkowski udał się do koszar 38 pp przy ul. 29-go Listopada, gdzie mieściła się komenda miasta. Odebrał tam od ppłk Jana Matuszka meldunek dotyczący przygotowań do obrony Przemyśla, po czym udał się do Krasiczyna, gdzie stacjonowało dowództwo GO "Południe". Spotkał się tam z dowódcami 11 KDP i 24 DP. Wobec pojawienia się oddziałów niemieckich pod Krasiczynem, stanowisko dowodzenia GO "Południe" oraz gen. Sosnkowski zostali ewakuowani do Przemyśla.
    Rankiem 14 września, gen. Sosnkowski ze swoim sztabem, dowództwo GO "Południe", a także gen. Chmurowicz wyjechali do Balic. W Przemyślu pozostał jedynie dowódca obrony miasta - ppłk Jan Matuszek.



    E Wstecz      G Główna      F Dalej

    linia

    * - Zdjęcie pochodzi ze strony http://death-camps.org/occupation/przemysl%20ghetto.html
    ** - Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.axishistory.com